no to w końcu mogę posłuchać
prezent od portalwinylowy.pl
to już drugi album z serii Polish Independent Music
mam też pierwszy 😁
a może zrobić taką składankę z przebojami artystów z @orb ? Kogo byście dali ?
STRONA_B
TOP MEMBERS
nowy singiel dawida tyszkowskiego, lucy, wrzucam wam tu do posłuchania.dawid mówi, że wszystko zaczęło się od riffu gitarowego patryka zieliniewicza. i to mnie złapało, bo to znaczy, że ta piosenka nie jest reakcją na coś z zewnątrz, na jakieś wydarzenie. wydarzenie stało się w środku. dźwięk uruchomił w nim całą wewnętrzną sytuację, a on ubrał ją w bardzo zgrabny, króciutki tekst i wyśpiewał, i z tego w głowie słuchacza rodzą się kolejne obrazy. to trochę jakby napisał scenariusz do gotowego filmu. tu film wydarzył się najpierw w duszy, a tekst jest dopiero jego zapisem. lubię ten efekt.
lucy to druga część projektu chciałbym umrzeć z miłości, i dziś też rusza preorder winyla, który łączy obie części na jednym nośniku. ja swój już zamówiłem.
przyznam, że słabo znałem dotąd to, co robi dawid. ale ten winyl kupiłem, więc może to początek mojej nowej przygody z nim, nie tylko muzycznej, też kolekcjonerskiej.
posłuchajcie mp3 tutaj, teledysk jest na yt: https://www.youtube.com/watch?v=cW4NrduM6vIpreorder winyla na fonobo: https://shop.fonobo.pl/products/dawid-tyszkowski-chcialbym-umrzec-z-milosci-lp
i powiedzcie mi, bo jestem ciekaw, kto z was zna dawida?
Super dzięki
@0xmrvinyl @polvinyl
to naprawdę cudowne 🤩
@syndyba test pressy przyszły 🫡🫡🫡
@syndyba test pressy przyszły 🫡🫡🫡
kropop to alternatywno-popowy projekt, którego nazwę ciężko wymówić. melancholijna introspekcja przechodząca w agresywny wyraz desperacji i frustracji egzystencjalnej. rock, lo-fi, elektronika i wpływy muzyki filmowej.
pa-pa to pierwszy singiel po reaktywacji projektu, o wypaleniu cyklem prób i porażek, schowanym za metaforą gry komputerowej której nie da się przejść. zaczyna się trochę rozciągnięte, ale w refrenie wokal nabiera charyzmy i wtedy to wszystko zaczyna działać.
Rok 2026 przynosi kilka znaczących rocznic. 20 lutego trzy dekady na liczniku odnotowało dzieło Sepultury pt. „Roots”, a w marcu minęło 40 lat od daty wydania „Master of Puppets” Metalliki. We wrześniu 30 lat istnienia osiągnie „Aenima” Toola, zaś w październiku czterdziestka stuknie „Reign in Blood” Slayera. Dziś chcę wspomnieć o płycie, którą równie dobrze mógłby nagrać Slayer o czym w wywiadach mówił Kerry King, a rzecz dotyczy „Arise” Sepultury, jakiej 20 marca wskoczyło 35 lat na licznik. „Arise” to dzieło znakomite, co nikogo nie powinno dziwić wszak Brazylijczycy już kilka lat wcześniej zgłosili akces do topki kapel metalowych za sprawą „Beneath the Remains”. Zespół kontynuował thrash-deathmetalową rzeźnię nadając muzyce więcej dojrzałości technicznej w porównaniu do „Beneath…” i jednocześnie wzbogacił przekaz o elementy industrialne. Od razu na wejściu dostajemy próbkę piekielnych dźwięków z fabryki rozpoczynających tytułowy „Arise”. Utwór ten daje ogólny pogląd na klimat płyty oraz rozłożenie akcentów dotyczących brzmienia kompozycji. Wyraźnie słychać, że Sepultura poszła w estetykę thrashmetalową odsuwając death metal w cień. W warstwie tekstowej Max Cavalera snuje wizję apokaliptycznego świata pogrążonego w wojnie. Później wjeżdża „Dead Embryonic Cells” zaczynający się w sposób tożsamy z „Arise”. Ponownie otrzymujemy energetyczny riff stanowiący fundament dla growlingu opisującego ponury obraz świata. Obraz narodzin człowieka bez przyszłości skazanego na porażkę. Zresztą nihilizm w tekstach „Sepy” jest często obecny, choć przy ograniczonej liczbie znaków trudno byłoby mi „omówić” narrację wszystkich utworów, więc przejdę do muzyki. Tu słychać wyraźne inspiracje twórczością Slayera i nie jest to bezmyślna rzeźnia byle szybko. Brazylijczycy umiejętnie żonglują tempem kompozycji przykładając dużo wagę do melodii. Pomimo że to thrash metal, to kawałki są skomponowane w taki sposób, iż po wysłuchaniu płyty sporo z nich zostaje w pamięci. Nie są one bezkształtną masą, ale mają wyraźnie zaznaczone linie melodyczne zarówno na poziomie riffów, jak i solówek. Przestery gitar wzbogacono o dźwięki gitar akustycznych, syntezatorów oraz brazylijski folklor. Klasa.
@jtronix ma dobranoc 😴
insekt to alternatywno-rockowe trio z polski. dwie płyty, koncerty w całym kraju, pol'and'rock festival z orkiestrą smyczkową. nowy singiel zapowiada album na koniec roku.
nikt tego nie puści w twoim radio to solidny rockowy numer z klasycznym brzmieniem lat 90tych, które lubię. gitary rżną, perkusja jest dzika i to trzyma. wokal jednak trochę blaknie na tym tle, brakuje mu tego pazura który czyni wokalistę frontmanem a nie tylko jednym z instrumentów. tekst zadaje ciekawe pytania o rynek muzyczny i presję sukcesu, ale miejscami jest jeszcze niedopracowany i to słychać. nie przeszkadza mi to jednak na tyle, żeby nie chcieć wam przyklasnąć. gracie uczciwie i nie macie nic do stracenia, właśnie dlatego pokazuję ten numer w orb club. ciśnijcie dalej, tylko popracujcie nad wokalem i tekstami.
słuchaj w spoti https://open.spotify.com/artist/5ctFHtfBz9nSEJy8gbc1JG
kolejny dzień z @jtronix
dziś ‚in a nervous mood’ który czyni mnie nerwowym 😜
Dziś czas na mocne uderzenie. Do posłuchania wybrałem pochodzące z 2022 roku dzieło amerykańskiej grupy Revocation zatytułowane „Netherheaven”. Płyta to znakomita łącząca różne światy muzycznego jestestwa. Fundament albumu stanowi brutalna rzeźnia będąca mieszanką technicznego death metalu oraz thrash metalu na bazie której bostońskie trio żongluje różnymi estetykami zapuszczając się czasem w odległe rejony. Kompozycje urozmaicono melodyjnymi solówkami, jakich nie powstydziłby się mainstreamowy zespół rockowy. Jest też trochę groove i progresywnego metalu, aż przychodzi kawałek nr 5 zatytułowany „Galleries of Morbid Artistry”, gdzie dostajemy fragment bez przesteru o ewidentnie jazzowej estetyce. Gdyby tę część kompozycji wyjąć i umieścić na płycie Pata Metheny, to żaden fan jazzu nie odczułby dyskomfortu. Nie jest to zestawienie od czapy ani kurtuazja z mojej strony bowiem gitarzysta, a zarazem wokalista grupy czyli Dave Davidson, uczęszczał do Berklee College of Music, gdzie pobierał nauki właśnie w klasie jazzu. Jest to rzecz jasna jeden z niewielu stonowanych fragmentów, gdyż całość nie może dezorientować fanów siarczystego „wiosłowania” i musi być spójna w obrębie technicznego deathmetalowego łojenia. Zespół brnie więc bez znieczulenia przez upływające minuty i zanim zdążymy podziękować za imponujący spektakl sypią się kolejne ciosy. Niewiele jest tu miejsca na oddech, ale przecież nie po to słucha się death metalu, żeby się wyciszyć czy zrelaksować. Mamy do czynienia z precyzyjnym, wirtualnym kopem prosto w jaja, który przywodzi mi na myśl płyty grupy Death, a w czym dodatkowo utwierdza barwa growlingu Dave’a zbliżona do poczynań wokalnych Chucka Schuldinera. „Netherheaven” to znakomita płyta zagrana z głową, gdzie muzyczna rzeźnia nie jest bezkształtną papką, lecz przemyślaną kawalkadą riffów wykonanych technicznie, ale też melodyjnie, a momentami wręcz przebojowo. Świetne to dzieło, a przy tym bardzo dobrze nagrane, bo selektywne, nasycone i bez udziwnień z jakich słyną niektóre kapele blackmetalowe, gdzie można odnieść wrażenie, że im gorzej, tym lepiej. Całość wieńczy „Re-Crucified” z gościnnym udziałem George’a Fishera z Cannibal Corpse. Mocna rzecz.