Dawid Tyszkowski "Chciałbym umrzeć z milosci"
co to za album ❤️❤️❤️
STRONA_B
TOP MEMBERS
miss ann to anna watkowska - wokalistka i autorka, która na co dzień zarządza największym projektem deweloperskim w Polsce, jest mamą dwójki dzieci i dwóch kotów. debiutancki album wydała w 2022, drugi nadchodzi jesienią z producentem tomkiem boruchem i takimi nazwiskami jak rafał dubicki na trąbce czy bartek pieszka na wibrafonie. ktoś kto żyje na wielu prędkościach jednocześnie i jakoś to wszystko trzyma w ryzach.
„warszawa" złapała mnie tym głosem - ciepłym, rozpoznawalnym, gdzieś między nosowską a kowalską. ale muzycznie nie zapadła mi szczególnie w pamięć. „dokąd wieje wiatr" gra zupełnie inaczej. otwiera go bas, który nie pyta o pozwolenie - mocny, ciężki, trochę primusowy. taki bas który zanim zdążysz się zorientować już ustawia ci nastrój i nie ma zamiaru tego zmieniać. na tym fundamencie głos miss ann brzmi bardziej ambitnie niż w "warszawie", jakby ta muzyczna warstwa dała jej więcej przestrzeni do zaistnienia, nie tylko do śpiewania. miss ann złapała mnie po raz drugi, tym razem inaczej. najsłabszym ogniwem są teksty, myślę, że miss ann ma tutaj jeszcze coś do zrobienia!
Jestem na SlotArt Festivalod 7 lipca, a moje warsztaty poświęcone internetowi bez algorytmów, hejtu i reklam startują już 9 lipca w godzinach 15:00–16:45 (miejsce: Z12 Szkoła - sala)To cykliczny warsztat, podczas którego każdego dnia będziemy ćwiczyć nowe internetowe mięśnie. Bądźcie gotowi na nowe wyzwania i okazje do doświadczenia życia online i on-chain dzięki aplikacjom zdecentralizowanego internetu działającym w ekosystemie Lens Chain.Skupimy się przede wszystkim na @orb - możecie już teraz pobrać tę aplikację ze sklepu Google Play lub App Store (szukajcie „Orb Social”).Po tych warsztatach Wasze życie w sieci będzie wyglądało zupełnie inaczej!więcej info tutaj: https://slot.art.pl/pl/wydarzenia/internet-bez-hejtu-reklam-i-algorytmow-jak-budowac-spolecznosc-wokol-tego-co-nas-interesuje/
Ale znalezisko co?
Nowa recka już jest
Polish Independent Music vol 2https://panwinyl.pl/nocna-zmiana-recenzja-polish-independent-music-vol-2/
Recenzja dziś po 20 na panwinyl.pl 🫡🛸
Super dzięki
@0xmrvinyl @polvinyl
to naprawdę cudowne 🤩
@syndyba test pressy przyszły 🫡🫡🫡
Rok 2026 przynosi kilka znaczących rocznic. 20 lutego trzy dekady na liczniku odnotowało dzieło Sepultury pt. „Roots”, a w marcu minęło 40 lat od daty wydania „Master of Puppets” Metalliki. We wrześniu 30 lat istnienia osiągnie „Aenima” Toola, zaś w październiku czterdziestka stuknie „Reign in Blood” Slayera. Dziś chcę wspomnieć o płycie, którą równie dobrze mógłby nagrać Slayer o czym w wywiadach mówił Kerry King, a rzecz dotyczy „Arise” Sepultury, jakiej 20 marca wskoczyło 35 lat na licznik. „Arise” to dzieło znakomite, co nikogo nie powinno dziwić wszak Brazylijczycy już kilka lat wcześniej zgłosili akces do topki kapel metalowych za sprawą „Beneath the Remains”. Zespół kontynuował thrash-deathmetalową rzeźnię nadając muzyce więcej dojrzałości technicznej w porównaniu do „Beneath…” i jednocześnie wzbogacił przekaz o elementy industrialne. Od razu na wejściu dostajemy próbkę piekielnych dźwięków z fabryki rozpoczynających tytułowy „Arise”. Utwór ten daje ogólny pogląd na klimat płyty oraz rozłożenie akcentów dotyczących brzmienia kompozycji. Wyraźnie słychać, że Sepultura poszła w estetykę thrashmetalową odsuwając death metal w cień. W warstwie tekstowej Max Cavalera snuje wizję apokaliptycznego świata pogrążonego w wojnie. Później wjeżdża „Dead Embryonic Cells” zaczynający się w sposób tożsamy z „Arise”. Ponownie otrzymujemy energetyczny riff stanowiący fundament dla growlingu opisującego ponury obraz świata. Obraz narodzin człowieka bez przyszłości skazanego na porażkę. Zresztą nihilizm w tekstach „Sepy” jest często obecny, choć przy ograniczonej liczbie znaków trudno byłoby mi „omówić” narrację wszystkich utworów, więc przejdę do muzyki. Tu słychać wyraźne inspiracje twórczością Slayera i nie jest to bezmyślna rzeźnia byle szybko. Brazylijczycy umiejętnie żonglują tempem kompozycji przykładając dużo wagę do melodii. Pomimo że to thrash metal, to kawałki są skomponowane w taki sposób, iż po wysłuchaniu płyty sporo z nich zostaje w pamięci. Nie są one bezkształtną masą, ale mają wyraźnie zaznaczone linie melodyczne zarówno na poziomie riffów, jak i solówek. Przestery gitar wzbogacono o dźwięki gitar akustycznych, syntezatorów oraz brazylijski folklor. Klasa.
Dziś czas na mocne uderzenie. Do posłuchania wybrałem pochodzące z 2022 roku dzieło amerykańskiej grupy Revocation zatytułowane „Netherheaven”. Płyta to znakomita łącząca różne światy muzycznego jestestwa. Fundament albumu stanowi brutalna rzeźnia będąca mieszanką technicznego death metalu oraz thrash metalu na bazie której bostońskie trio żongluje różnymi estetykami zapuszczając się czasem w odległe rejony. Kompozycje urozmaicono melodyjnymi solówkami, jakich nie powstydziłby się mainstreamowy zespół rockowy. Jest też trochę groove i progresywnego metalu, aż przychodzi kawałek nr 5 zatytułowany „Galleries of Morbid Artistry”, gdzie dostajemy fragment bez przesteru o ewidentnie jazzowej estetyce. Gdyby tę część kompozycji wyjąć i umieścić na płycie Pata Metheny, to żaden fan jazzu nie odczułby dyskomfortu. Nie jest to zestawienie od czapy ani kurtuazja z mojej strony bowiem gitarzysta, a zarazem wokalista grupy czyli Dave Davidson, uczęszczał do Berklee College of Music, gdzie pobierał nauki właśnie w klasie jazzu. Jest to rzecz jasna jeden z niewielu stonowanych fragmentów, gdyż całość nie może dezorientować fanów siarczystego „wiosłowania” i musi być spójna w obrębie technicznego deathmetalowego łojenia. Zespół brnie więc bez znieczulenia przez upływające minuty i zanim zdążymy podziękować za imponujący spektakl sypią się kolejne ciosy. Niewiele jest tu miejsca na oddech, ale przecież nie po to słucha się death metalu, żeby się wyciszyć czy zrelaksować. Mamy do czynienia z precyzyjnym, wirtualnym kopem prosto w jaja, który przywodzi mi na myśl płyty grupy Death, a w czym dodatkowo utwierdza barwa growlingu Dave’a zbliżona do poczynań wokalnych Chucka Schuldinera. „Netherheaven” to znakomita płyta zagrana z głową, gdzie muzyczna rzeźnia nie jest bezkształtną papką, lecz przemyślaną kawalkadą riffów wykonanych technicznie, ale też melodyjnie, a momentami wręcz przebojowo. Świetne to dzieło, a przy tym bardzo dobrze nagrane, bo selektywne, nasycone i bez udziwnień z jakich słyną niektóre kapele blackmetalowe, gdzie można odnieść wrażenie, że im gorzej, tym lepiej. Całość wieńczy „Re-Crucified” z gościnnym udziałem George’a Fishera z Cannibal Corpse. Mocna rzecz.
Pozostaję w klimacie jazzowym za sprawą debiutanckiej płyty Pata Metheny pt. „Bright Size Life”, którą uwielbiam, a na którą trafiłem przypadkowo poszukując śladów twórczości mojego ulubionego basisty czyli Jaco Pastoriusa. Z wydawnictwem tym wiąże się ciekawa historia. Otóż pod koniec 1975 r. Jaco Pastorius udał się do Niemiec, by wziąć udział w sesji nagraniowej pod kierunkiem Pata Metheny dla wytwórni ECM. Do składu dołączył też perkusista Bob Moses. Warto dodać, że przed wejściem do studia chłopaki jeszcze w USA zgrywali się dając koncerty w klubach Zircon oraz Pooh’s Pub i były to wydarzenia niezwykłe. Ich muzyka kipiała energią, pomysłowością, błyskotliwością, a Pat oraz Jaco ścigali się na nietuzinkowość improwizacji wprowadzając publiczność w zachwyt. Jaco lubił rywalizować na scenie wychodząc na pierwszy plan, co irytowało Pata Metheny i prowadziło do konfliktów w kapeli. Czasem ci dwaj wybitni muzycy atakowali się jak koguty, choć prywatnie darzyli sympatią. Między młotem, a kowadłem znalazł się perkusista Moses liczący na to, iż emocje, a także energia z koncertów zostaną twórczo przeniesione do studia. Wytwórnia ECM miała jednak inny plan i chciała albumu subtelnego. Pełna werwy jazda w stylu funky ustąpiła miejsca melancholijnemu jazzowi fusion, którego siła w wykonaniu tria tkwiła w prostocie oraz w pięknych liniach melodycznych, jakich nie powstydziłby się Dave Brubeck. Osobiście bardzo lubię stonowaną formę „Bright Size Life”, bo w końcu nie zawsze człowiek ma chęć słuchać jazzowego napieprzania, jak powiedziałby Miles Davis. Pomimo ugrzecznienia przekazu, Jaco znalazł sposób przemycenia intensywności swoich linii basowych do nagrań, choć Pat robił co mógł, aby nie dać się zdominować. W końcu to płyta Pata Metheny, więc rozważał on nawet zatrudnienie Dave’a Hollanda w miejsce szalonego Jaco, jednak „najlepszy basista świata” wyszedł z tego z tarczą. Warto dodać, że płyta nagrana dla ECM nie jest dziełem perfekcyjnym. Sporadycznie słychać we frazach trochę młodzieńczej niefrasobliwości, lecz to dodaje nagraniom ciekawej surowości nie burząc przy tym przyjemności z odsłuchu. Całość wieńczy utwór Ornette’a Colemana pt. „Round Trip/Broadway Blues”.